Pewna Chorwatka przyłapała męża na zdradzie, kiedy poprosiła prezenterów jego ulubionej audycji radiowej, aby zadzwonili do niego w trakcie programu w ramach urodzinowej niespodzianki. Davor Ivanovic miał być na samotnej delegacji służbowej w Zagrzebiu, jednak jego telefon odebrała nieznana kobieta tłumacząc, że właściciel aparatu bierze właśnie prysznic. Przywołany mężczyzna natychmiast zapewnił prezenterkę, że telefon odebrała jego żona, podczas gdy jego prawdziwa – i bardzo zdenerwowana – małżonka słuchała tej rozmowy na drugiej linii telefonicznej.
Rosyjski statek towarowy Progress z cyfrowym systemem sterowania zakończył swój lot na "cmentarzysku statków kosmicznych" w południowej części Pacyfiku - poinformowało rosyjskie Centrum Sterowania Lotami (CSL).
Na sygnał komputera pokładowego włączyły się silniki statku towarowego Progress M-03M, który znajdował się w locie autonomicznym przeszło pięć dni. Silniki otrzymały impuls na hamowanie, po czym statek zaczął schodzić z orbity. Fragmenty "kosmicznej ciężarówki", które nie spłonęły w atmosferze, a także resztki śmieci z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK), zatonęły Pacyfiku na głębokości 4 kilometrów, w odległości kilku tysięcy kilometrów na wschód od Nowej Zelandii, z dala od szlaków żeglugowych.
Progress odłączony został od MSK 22 kwietnia i sprowadzony na niższą orbitę. Podczas autonomicznego lotu statku na orbicie przeprowadzono eksperyment Radar-Progress, którego celem było badanie naziemnymi środkami obserwacji odbijających właściwości niejednorodności plazmowych, generowanych w jonosferze podczas pracy pokładowych silników "kosmicznej ciężarówki".
Progres zabrał z MSK przeszło tonę odpadów bytowych i zużytych urządzeń. Według CSL, przy wchodzeniu w gęste warstwy atmosfery większość załadowanych do Progressa odpadów spłonęła wraz ze statkiem.
Autor: onet.pl
Aż 37 razy w ciągu jednej godziny przekroczył dozwoloną prędkość mieszkaniec Łomży (Podlaskie), co odnotował fotoradar zainstalowany w centrum Białegostoku. Wszystkie wykroczenia popełnił w tym samym miejscu.
Wyczyn pirata drogowego wykryto, gdy policjanci przejrzeli zapis z jednego z zamontowanych na stałe ulicznych fotoradarów w centrum Białegostoku.
Okazało się, że jednej nocy, między godz. 4 i 5 rano mężczyzna kierujący seatem 37 razy przejeżdżał obok tego fotoradaru, przekraczając dozwoloną prędkość 50 km/h, raz jadąc nawet ponad 130 km/h. Musiał jeździć w kółko zawracając na pobliskim rondzie.
Według ustaleń policjantów, kierowcą był 30-letni mieszkaniec Łomży. Niewykluczone, że jego nietypowy wyczyn to próba "zemsty" za to, że w grudniu w tym samym miejscu zostało zarejestrowane przekroczenie przez niego dozwolonej prędkości, za co zapłacił 300 zł mandatu.